lis 05

Nie samymi pucharami człowiek żyje – mówił niedawno na jednej z konferencji prasowej trener Lecha Jacek Zieliński i podkreślił, że jego zawodnicy równie ciężko i starannie jak do potyczek w Lidze Europejskiej szykują się również do meczów naszej ekstraklasy. Widząc, jakie ostatnio Lech osiąga na polskim podwórku wyniki, te słowa brzmią mniej więcej tak prawdziwie, jak Jola Rutowicz cytująca Goethego.

Skoro Liga Europejska, czyli de facto druga liga Starego Kontynentu tak bardzo fizycznie daje popalić Lechowi, aż strach myśleć co by było, gdyby Lech awansował do Champions League. Poziom w niej przecież o wiele wyższy, a i presja większa. To, jak tragicznie prezentuje się w tegorocznych rozgrywkach polskiej ligi Lech jest przynajmniej dziwne. Przecież roszady w składzie przy Bułgarskiej były solidne, o czym świadczą np. miłe dla oka starcia Kolejorza w pucharach. Dlaczego gra więc tak słabo przeciwko ekipom, które powinien konsumować w całości? Tegoroczną dyspozycję zawodników Zielińskiego można spokojnie przyrównać do tego, jak w TBL (ekstraklasie koszykarzy) prezentują się mistrzowie Polski z Gdyni, którzy przegrali chociażby na inaugurację w Zielonej Górze z tamtejszym Zastalem, który jest przecież żółtodziobem i dysponuje jakieś 50 razy mniejszym budżetem od mistrza kraju.

Całe szczęście przynajmniej, iż w Poznaniu na europejskich salonach coraz lepiej prezentują się krajowi gracze. Marcin Kikut, Grzegorz Wojtkowiak, Sławomir Peszko czy Jakub Wilk pojawiają się na boisku co mecz, nierzadko stanowią nawet o sile napędowej Lecha. Jeżeli Kolejorz dalej będzie osiągał tak zaskakujące wyniki jak remis w Turynie z Juventusem, może do Euro 2012 inny po Robercie Lewandowskim młody, polski piłkarz Kolejorza wyjedzie zagranicę, gdzie z pewnością stałby się bardziej wszechstronnym zawodnikiem, co z kolei dobrze zrobiłoby polskiej reprezentacji.

Leave a Reply